Na początek coś dużego. Dosłownie i w przenośni.
Spawn Origins Collection Deluxe Edition One.
Taaa, już sam tytuł jest monumentalny.
Todd McFarlane to jeden z bohaterów mojego dzieciństwa.
Jego wersja Spider-mana wyryła piętno na mojej psychice. Do dzisiaj uważam, że Mary Jane powinna zawsze wyglądać tak, jak widział ją Todd – super długie nogi + dwie tony jeszcze dłuższych rudych, czy raczej czerwoniastych włosów. Nadal działa na wyobraźnię.
O taką planszę na przykład znalazłem:
A tu dodatkowo kolor - klasyka gatunku:

Premiera Spawna była w Stanach niesamowitym wydarzeniem. McFarlane był wtedy chyba u szczytu swoich możliwości twórczych. Już wyrobiony, jeszcze nie zarobiony. Robił co chciał, to co lubił i dostawał za to kosmiczną ilość $$$$$$$$$$.
I chyba to widać w pierwszych numerach Spawna (nawet dwudziestu-kilku pierwszych).
Radość tworzenia, frajda z ciskania kozackich plansz.
Weźcie dowolną planszę z dowolnego Spawna z pierwszych 20 zeszytów i powiedzcie, że nie chcielibyście jej na ścianie w swoim geekowskim pokoju. Na przykład taką:
OK. Let’s get to the business.
Komiksik wygląda tak:
Wymiary: 32,3 cm x 21,6 cm x 4,8 cm
Stron: 620
Waga: nie wiem dokładnie, ale można tym zabić.
Cena okładkowa: $150, na amazonie ostatnio był po $97
Oczywiście hardcover, oczywiście slipcase, oczywiście cudowny w dotyku papier.
Miodzio dla komiksowego fetyszysty.
W środku mamy pierwsze 25 zeszytów regularnej serii, w tym (nie)słynny #9 ze scenariuszem Neila Gaimana. Jeśli się nie mylę to ten zeszyt nigdy wcześniej nie znalazł się w żadnym wydaniu zbiorczym (panowie autorzy się nie lubią odkąd pan scenarzysta wygrał pewną sądową sprawę przeciwko panu rysownikowi, a pan rysownik i tak panu scenarzyście nie zapłacił – takie tam drobnostki).
Dalej mamy galerię okładek (tylko ołówek i tusz – kolorowe były wcześniej, przy każdym kolejnym zeszycie) oraz galerię artów, pin-upów i innych rarytasów.
Warto się dłużej zatrzymać na rarytasach właśnie. Dla przykładu: jeden z pierwszych szkiców Spawna, zrobiony jeszcze na papierze firmowym Marvela (hej, dlaczego tutaj nie było sprawy sądowej?). Ciekawostką są próbne szkice czy niewykorzystane wersje przykładowych stron. Największe wrażenie robią oczywiście splash-pages. To właśnie na nich widać, że McFarlane jest bogiem ołówka (i tuszu). Mnóstwo szczegółów i ekspresja w każdej kresce.
Jedno muszę przyznać - scenariuszowo te historie nie wytrzymują próby czasu. Nie czytałem Spawna chyba z 7 lat i powrót do tych klimatów nie był niestety tak miły, jak sądziłem, że będzie. Strasznie naiwne i sztampowe te opowiastki. Chociaż z drugiej strony - czy Spawna czytało się kiedyś ze względu na pomysłowy scenariusz i świetne dialogi? I don't think so.
Niemniej jednak jest to niewątpliwa uczta dla oczu. Plansze w tym rozmiarze i po świetnej obróbce kolorów wyglądają lepiej niż można to sobie wyobrazić. Warto mieć w swoich zbiorach taką perełkę.
Aha, byłbym zapomniał!
Ta edycja jest limitowana do 500 egzemplarzy.
Każdy z nich jest opatrzony autografem Todda.
Mój egzemplarz ma bardzo ładny numer: 44/500.
Tak, jestem fetyszystą.
